Gry

Byłem pływającą głową w meczu NBA. Robi się dziwniej

W noc gry Sixers-Celtics mój mąż Charlie i ja pobraliśmy Microsoft Teams na oddzielne laptopy, zalogowaliśmy się i oglądaliśmy grę z jej cyfrowego boiska wraz z kilkunastoma innymi osobami z naszej sekcji. (Byli to głównie inni dziennikarze). Charlie wyskoczył z siedzenia w pierwszym rzędzie i pojawił się ponownie w czwartym rzędzie; mniej więcej minutę później Scottie pojawił się na tym miejscu. Nasze laptopy były otwarte obok siebie i siedzieliśmy obok siebie w prawdziwym życiu, ale na ekranie byliśmy rozdzieleni. – Właśnie zostałeś podrzucony przez Scottiego – drażniłem się, pochylając się, by podać mu pizzę.

Jeśli pochyliłem się wystarczająco mocno, moja głowa opuściła pierwszy rząd i weszła do czwartego rzędu. Gdybym tylko wystawił nogę, wyglądało na to, że Charlie miał nogę za ramię! Śmialiśmy się z mojego podzielonego na części ciała i starałem się subtelnie ustawić kamerę w nadziei, że Pip zauważy starą koszulkę Bulls, którą nosiłem na jego cześć.

Pogodni pracownicy, którzy moderowali naszą sekcję, dostosowywali swoje kamery internetowe, aby wydawało się, że normalnie siedzą na swoich wirtualnych miejscach. Reszta z nas nie była taka gorąca. Niektórzy ludzie siedzieli zbyt daleko od swojego laptopa i wyglądali na nienaturalnie malutkich. Niektórzy ludzie podeszli zbyt blisko swojego laptopa, co sprawiało wrażenie, że zapadli na jakiś rodzaj zespołu gigantycznej głowy. Mój mąż wciąż wkładał twarz do kamery internetowej, tak że jego wąsy, świeżo wyrosłe podczas Covid-19, były bardzo widoczne na ekranie. – Scottie powinien zobaczyć moje wąsy – powiedział. Nie mogłem nie zgodzić się z tą logiką. Moja ogólna pogarda dla koncepcji wirtualnego fandomu zniknęła, chociaż nadal chciałem włączyć filtr, który sprawiłby, że wyglądałem jak zwierzę z kreskówek, a nie jak normalne ja. (Nie chcę się chwalić, ale wygląda na to, że Michelob skorzystał przynajmniej z odrobiny rady ode mnie – podczas ostatniej gry Spurs-Jazz zapełnili całą wirtualną sekcję fanów 32 psami. Dobry początek!)

W trakcie gry, hype man o dobrych intencjach próbował nawiązać przyjacielskie przekomarzanie się wśród uczestników, ale nikt nie wydawał się zainteresowany. Próbowaliśmy bezmyślnie przybijać piątki i głównie wyciszaliśmy nasze mikrofony. Powstrzymałem się od krzyku „Dziękuję za niezrównaną rozgrywkę!” w Scottie i u jego kolegi z lat 90. ikony Bulls BJ Armstronga, który również siedział w naszej sekcji, ale został powitany mniej fanfarami. (W pewnym momencie zacząłem się trochę oburzać w imieniu Armstronga, ponieważ ludzie byli zdecydowanie bardziej podekscytowani widokiem Scottiego. Potem pomyślałem, cóż, fajnie jest, że Scottie choć raz jest wielką gwiazdą, wiesz?) Miałem nadzieję, że Pracownicy Michelob otrzymywali stosowne wynagrodzenie. Jak dotąd NBA uniknęło problemów z zachowaniem wirtualnych fanów – dla porównania WWE miał fana, który promował Ku Klux Klan podczas ostatniego meczu na żywo – a pracownicy byli pracowitymi moderatorami.

Oprogramowanie Together zostało zaprojektowane do rejestrowania tylko ludzkich twarzy i ciał, odfiltrowując wszystko w tle, ale przepuszcza zwierzęta, ponieważ ktoś ich koza na ekranie na początku tego miesiąca odkryto. Przez pierwszą połowę położyłem psa na kolanach, poddając moją kochającą Byki rodzinę serii przechwałek na temat tego, jak Scottie Pippen i BJ Armstrong spoczęli na nim. To była zabawa.

Pisarka WIRED Kate Knibbs (na dole po lewej) siedzi w wirtualnym tłumie podczas meczu NBA. : DAVID DOW / NBA



Zostaw komentarz

Maciek Luboński
Z wykształcenia jestem kucharzem , ale to nie przeszkadza mi pisać dla Was tekstów z wielu ciekawych dziedzin , których sam jestem fanem.Piszę dużo i często nie na tak jak trzeba , ale co z tego skoro tak naprawdę liczy się pasja.

Najlepsze recenzje

Video

gallery

Facebook