Media

Książka Josha Hawleya „Big Tech” Obala tyranię rzeczywistości

Kiedy Josh Hawley był ostatni w nagłówkach gazet, ponieważ przewodził wysiłkom zmierzającym do zakwestionowania certyfikatu Kolegium Elektorów potwierdzającego zwycięstwo Joe Bidena 6 stycznia. Główne teorie prawne stojące za zarzutami były zwodnicze i sprzeczne; był to głęboko cyniczny wysiłek. I w Tyrania Big Tech, Hawley wydał głęboko cyniczną książkę. Senator z Missouri podnosi uzasadnione obawy dotyczące branży technologicznej i proponuje rozwiązania, które warto potraktować poważnie. Ale osadza te idee w szerszej argumentacji, która jest tak szalenie myląca, że ​​kwestionuje cały projekt.

Merytoryczna krytyka Doliny Krzemowej Hawleya będzie znana każdemu, kto ją obejrzał Dylemat społeczny w serwisie Netflix: smartfony uzależniają. behawioralna jest manipulacją. Media społecznościowe są szkodliwe dla zdrowia psychicznego dzieci. Największe firmy technologiczne razem wydają dziesiątki milionów dolarów każdego roku na zakup wpływów w Waszyngtonie. Facebook, Google i Twitter mają zbyt dużą władzę nad komunikacją. I używają tego, mówi Hawley, do dyskryminacji konserwatystów. (Podobnie Simon & Schuster, pierwotny wydawca książki, który porzucił Hawleya po zamieszkach na Kapitolu – jak pisze Hawley – dowody na to, że korporacyjna Ameryka próbowała go uciszyć. Książka ostatecznie znalazła dom w konserwatywnym wydawnictwie Regnery Publishing).

Książka Hawleya odchodzi od standardowego traktatu antytechnicznego, próbując powiązać obecny moment z wielką teorią amerykańskiej historii politycznej. Według Hawleya ludzie tacy jak Mark Zuckerberg i Jeff Bezos są bezpośrednimi ideologicznymi potomkami oryginalnych baronów-rabusiów z epoki pozłacanej. Ich dominacja jest kulminacją tego, co nazywa „korporacyjnym liberalizmem”, filozofii, w której, jak pisze, państwo i wielki biznes spiskują, by odmówić zwykłemu człowiekowi jego niezależności i samorządu. Według Hawleya korporacyjny liberalizm zakorzenił się sto lat temu w obu głównych partiach politycznych, a dziś „Big Tech i Big Government starają się rozszerzyć swoje wpływy na każdą dziedzinę amerykańskiego życia”.

I tak Hawley poświęca dużą część książki na opisywanie tych historycznych korzeni. Bohaterem jego narracji jest Theodore Roosevelt, którego Hawley postrzega jako orędownika małej republikańskiej tradycji sięgającej początków narodu. „Uważał, że wolność zależy od niezależności zwykłego człowieka i jego zdolności do udziału w samorządzie” – pisze Hawley. „Uważał, że koncentracja bogactwa i władzy zagraża kontroli ludzi, a tym samym ich wolności”. Roosevelt ustanowił te bona fides, wnosząc udaną sprawę antymonopolową przeciwko finansistowi JP Morganowi w 1904 r. Jednak jego republikańska wizja spotkała się z tragicznym upadkiem w wyborach w 1912 r., Kiedy Roosevelt przegrał z demokratą Woodrowem Wilsonem, którego Hawley nazywa „pierwszym prominentnym liberałem korporacyjnym w kraju”. . ” Tam, gdzie Roosevelt bronił zwykłego człowieka, Wilson faworyzował rząd korporacyjnych elit arystokratycznych. Po objęciu urzędu położył kres ruchowi antymonopolowemu, zamiast tego zdecydował się na przyjazną współpracę z wielkim biznesem. „To była osada Wilsona, triumf korporacyjnego liberalizmu, który zdominował amerykańską politykę i ekonomię polityczną przez sto lat i osiągnął apoteozę wraz z Big Tech” – pisze Hawley.

To interesująca historia i Hawley dobrze ją opowiada. Problem polega na tym, że prawie każda ważna rzecz jest źle. W wyborach w 1912 roku to Roosevelt, a nie Wilson, opowiadał się za współpracą między elitami rządowymi i biznesowymi. Po starciu z Morganem w 1904 r. Roosevelt zdecydował, że „dobre” fundusze powiernicze są w porządku, o ile będzie je regulował. Ten układ był znacznie przyjemniejszy dla potentatów. George Perkins, partner Morgan’s w US Steel, był liderem i głównym fundatorem Progressive Party Roosevelta podczas kampanii 1912 roku. Sam Morgan przekazał ponad 4 miliony dolarów w dzisiejszych dolarach na reelekcję Roosevelta w 1904 roku. Hawley nie wspomina o tych przytulnych związkach.

Z drugiej strony Wilson był prawdziwym kandydatem antymonopolowym w 1912 r. Na jego platformę „New Freedom” duży wpływ wywarł Louis Brandeis, powszechnie uważany za ojca chrzestnego antymonopolizmu; jako prezydent Wilson podniesie Brandeisa do Sądu Najwyższego (powiązanie, które Hawley przyznaje tylko na krótko). Aby przedstawić Wilsona jako kandydata pro-korporacyjnego, Hawley wyciąga jego słowa tak daleko z kontekstu, że nabierają one odwrotności ich rzeczywistego znaczenia. Na przykład cytuje przemówienie, w którym Wilson powiedział: „Bez wątpienia wielki biznes jest w dużej mierze konieczny i naturalny”. Ale jeśli pójdziesz za przypisem, przekonasz się, że jest to część argumentu przeciwko monopole. „To, o co walczy większość z nas, to zerwanie tego właśnie partnerstwa między wielkim biznesem a rządem” – oświadczył Wilson. „Całkowicie stoję na stanowisku, w którym każdy postępowiec powinien zająć swoje stanowisko, twierdząc, że prywatny monopol jest nie do obrony i nie do zniesienia”.

Zostaw komentarz

Maciek Luboński
Z wykształcenia jestem kucharzem , ale to nie przeszkadza mi pisać dla Was tekstów z wielu ciekawych dziedzin , których sam jestem fanem.Piszę dużo i często nie na tak jak trzeba , ale co z tego skoro tak naprawdę liczy się pasja.

Najlepsze recenzje

Video

gallery

Facebook