Różności i nowinki technologia

Nieświadoma alegoria Covida w „Cichym miejscu część II”

Kiedy oglądałem Proszę o ciszę w kinach trzy lata temu, jak wiele innych, byłem zdenerwowany ciężarem wciągającej, okropnej, wstrząsającej światem ciszy horroru. W zeszłym tygodniu, kiedy zobaczyłem Ciche miejsce część II, to był pierwszy raz od dłuższego czasu, kiedy byłam w teatrze lub w jakimkolwiek pomieszczeniu z tyloma ludźmi. Doświadczenie to było osobiście emocjonalne, ale zauważyłem z ironią, jak w filmie opartym na milczeniu uświadomiłem sobie, jak głośny jest kino. Wszystkie dźwięki otoczenia — chrzęst popcornu, skrzyp obcisłych dżinsów na winylowych siedzeniach, skowyt oczekiwania — sprawiły, że poczułem intymną świadomość obecności i bliskości innych kinomanów. W logice filmu te dźwięki mogą mnie zabić; w logice naszej rzeczywistości jeszcze kilka miesięcy temu nawet ich oddechy mogły robić to samo.

Oglądanie postapokaliptycznego filmu ponad rok w globalną pandemię to ćwiczenie w niesamowitości. Dytopijne obrazy opuszczonych ulic i zamkniętych sklepów zbyt dokładnie odzwierciedlają to, co bardzo niedawno było naszą własną dystopijną rzeczywistością pod Covid-19.

Wynika z tego być może, że Ciche miejsce część II został skrytykowany za brak wystarczającej wyobraźni – albo za zbytnie oddanie realizmowi (dziwna krytyka filmu o potworach), albo za brak wystarczającego tła na temat postaci lub potworów. Wydaje się, że wielu krytyków zapomniało, że film miał zostać wydany tuż przed wybuchem pandemii. Film miał swoją premierę w Nowym Jorku 8 marca 2020 r., ale wielokrotnie opóźniał jego premierę kinową z powodu Covid. Jak na film wyprodukowany, zanim pandemia pojawiła się na horyzoncie, był on w rzeczywistości niesamowicie proroczy, jeśli chodzi o wiele wyzwań, z którymi od tamtej pory się spotkaliśmy, co sprawiło, że jego spóźniona premiera była jak na ironię na czasie.

Już świadoma założenia z oryginału, publiczność staje się nagle świadoma hałasu w sequelu, a film manipuluje tym ze świetnym skutkiem. Wzdrygamy się na trzask plastikowej butelki z wodą, jeżymy się na warkot silnika samochodu, wstrzymujemy oddech na stukanie butów. Film sprytnie i sprzecznie z intuicją bawi się dźwiękiem, zręcznie potrafi uwidocznić to, co niewidzialne i niesłyszalne, słyszalne — nadając ciszy jako brak dźwięku, który nie może nie być słyszał. Na przykład „cisza” świata zostaje spotęgowana i uwydatniona przez wzmocnienie dźwięków otoczenia: śpiew ptaków, cykady, szelest liści. Nasz świat, nawet bez nas, nigdy nie jest cichy.

Nie interesuje mnie obrona problematycznej polityki oryginału i sequela. Jeśli pierwszy film mógłby być odczytany jako komentarz do białych rasowych lęków, drugi usuwa tę możliwość. Kręcąco, ludzie kolorowi w część II są albo robione na nieroztropnych i używane jako wygodne kozły ofiarne, albo są składane w ofierze jako szlachetni męczennicy za przetrwanie białej rodziny Abbott. Nie sposób nie przypomnieć sobie straszliwej gafy Nancy Pelosi, która odniosła się do śmierci George’a Floyda jako jego „ofiary dla sprawiedliwości”. Oprócz niewygodnej gloryfikacji, polegania i romantyzowania broni, w pierwszym filmie jest hołd dla reprodukcyjnego futuryzmu: Evelyn (grana przez Emily Blunt) wzdryga się: „Kim jesteśmy, jeśli nie możemy chronić [our children]? Nawet nieposkromiony Blunt wyłania się – choć na krótko – w pełnej chwale „Karen”, gdy żąda, by jej niegdysiejszy sąsiad z traumą z dosłownymi szkieletami w szafie, Emmett (Cillian Murphy), zaryzykował życie, by sprowadzić jej córkę z powrotem.

Ale filmowi udaje się również zadać kilka wartościowych pytań. Kiedy rodzina Abbott po raz pierwszy spotyka Emmetta w opuszczonej hucie, ten niechętnie im pomaga. W rzeczywistości wycofał się tak całkowicie w izolacji, że hermetyczny wielki piec służy jako jego dosłowne i metaforyczne wewnętrzne sanktuarium — takie, które zapewnia ochronę przed groźbą uduszenia. To właśnie to napięcie Ciche miejsce część I i II eksploruj również szerzej: strzał z broni palnej może uratować ci życie, ale niezmiennie przyciąga więcej śmiercionośnych stworzeń. Ameryka i wiele innych krajów liczyło się z tym w trakcie pandemii, ponieważ wielu ludzi cierpiało z powodu problemów takich jak zdrowie psychiczne i przemoc domowa w zamknięciu; przeciwnie, przedwczesne wznowienia lub wydarzenia społeczne, które wydawały się podnoszące na duchu w stopniu życiodajnym, ostatecznie doprowadziły do ​​poważniejszych fal infekcji i niezmiennie większej liczby zgonów. Wewnętrzne sanktuarium Emmetta jest symbolem jego ascezy i odmowy zaangażowania się w świat. Filozof Isaiah Berlin rzuca dwie formy wolności, pozytywną i negatywną. Wolność negatywna oznacza brak barier dla własnej wolności, podczas gdy wolność pozytywna oznacza możliwość działania w celu przejęcia kontroli nad własnym życiem. Wolność pozytywna przedstawia jednak paradoks: w opresyjnym systemie można zmienić własne przekonania, przekonać się, że nasze pragnienia się skurczyły, wycofując się „w wewnętrzną cytadelę”, w której czujemy się zadowoleni. To jest dosłownie to, co zrobił Emmett, a siła filmu polega na tym, by on – i my – zrozumieli, że to, co jest konieczne w obliczu katastrofy, jest w rzeczywistości czymś przeciwnym.

Zostaw komentarz

Maciek Luboński
Z wykształcenia jestem kucharzem , ale to nie przeszkadza mi pisać dla Was tekstów z wielu ciekawych dziedzin , których sam jestem fanem.Piszę dużo i często nie na tak jak trzeba , ale co z tego skoro tak naprawdę liczy się pasja.

Najlepsze recenzje

Video

gallery

Facebook