Foto

Recenzja dalmierza cyfrowego Leica M10-R: Marzycielska, ale dekadencka

Pobiegłem głową do mojej lodówki, gdy nowy aparat Leiki, M10-R, pojawił się na progu. A dokładniej, wśliznąłem się na zabawkę dla kota, upadłem na krzesło w jadalni i pociągnąłem to krzesło na siebie, wsuwając się do lodówki. Wstałem, ignorując ból, by móc otworzyć drzwi, zanim UPS zdecydował, że nie ma mnie w domu.

Kuśtykałem z powrotem do środka, z nagrodą przytuloną do piersi i opadłem na kanapę. Do tego czasu moi współlokatorzy wbiegli do salonu po usłyszeniu mojego trzasku i krzyku. „Och, upadłem” – powiedziałem im, rozpakowując Leicę M10-R, podczas gdy na moich kolanach i łokciach pojawiły się siniaki. – Wyglądasz na załamaną, Jess – powiedział jeden z nich. Łaskawie odsunęli mnie od pudełka i nalegali, żebym położył trochę lodu na skręconej kostce i spuchniętych kolanach.

Po załatwieniu tej żmudnej sprawy w końcu udało mi się trzymać M10-R. Musisz zrozumieć, że ten aparat jest ekscytujący. Jest tak samo dobrze wykonany, jak każdy inny dalmierz Leica, jest wyposażony w całkowicie nowy 40-megapikselowy czujnik pełnoklatkowy, a ceny zaczynają się od 8300 USD. Ty też spieszysz się, by otworzyć drzwi!

Nagie potrzeby

Moje pierwsze zdjęcia próbne zostały zrobione z wygodnej kanapy, podczas gdy moje nogi były unieruchomione przez okłady z lodu i bandaże. Mimo przyziemnej treści zdjęcia były niesamowite. Ostry. Nie, ostry jak brzytwa. Ostrość spada tuż za tematem, wdzięcznie wtapiając tło w absolutnie marzycielski bokeh.

: Leica

40-megapikselowy czujnik jest ogromny jak na aparat tej wielkości. Jest mniejszy niż mój Fujifilm X-Pro 2 i jest to bardzo mały profesjonalny aparat. M10-R jest wystarczająco mały, aby zmieścić się w torebce lub nosić na szyi i zapomnieć, że tam jest.

Na szczęście nie jest ciasno. Zewnętrzna powłoka Leiki jest surowa. Tylko to, co najważniejsze – trzy przyciski obok dotykowego wyświetlacza LCD, para pokręteł u góry, podkładka kierunkowa z tyłu i przycisk migawki. Leica zredukowała wszystko, co może stanąć Ci na drodze, dostarczając tylko najpotrzebniejsze rzeczy, aby między tobą a obiektem było jak najmniej.

Ale jest kilka funkcji, których tutaj nie ma, i są one dość rażące, biorąc pod uwagę metkę z ceną – wygląda na to, że nóż do obierania jest nieco zbyt głęboki. M10-R ma tylko jedno gniazdo na kartę SD – zwykle w aparatach z wyższej półki, takich jak Sony Alpha 7 i Fujifilm X Pro, można dostać dwa – i jest to trochę niewygodne. Aby wymienić baterię lub kartę SD, należy odkręcić dolną płytę aparatu.

Wyczuwalny jest również brak autofokusa, ale to norma w przypadku serii M. Najwyższej klasy dalmierze Leiki celowo nie mają autofokusa; to filozoficzny wybór, aby zwolnić i ostrożnie komponować zdjęcia.

Mówiąc o zdjęciach, trudno opisać „wygląd Leiki”. Gdzieś pomiędzy momentem, w którym fotony trafiają w czujnik, a gdy wbudowany procesor przekształca je w obraz, M10-R działa magicznie. Obrazy Leiki są hiperrealistyczne, co wynika ze sposobu, w jaki firma produkuje swoje soczewki i jak czujniki przetwarzają światło.

Zdjęcia wyglądają tak, jakby zamarzły na chwilę w płynnym szkle. Nie jestem tu tylko poetycką. Jest niezaprzeczalne Popatrz do zdjęć zrobionych aparatem Leica, a najwyższej klasy matryca o wysokiej rozdzielczości w M10-R uwydatnia je dzięki wyraźnym szczegółom i żywym kolorom na gotowych do druku plikach RAW. Trudno zrobić naprawdę kiepskie zdjęcie M10-R, zwłaszcza bez autofokusa, bo trzeba robić to powoli.

Zastanów się nad kompozycją i tematem – następnie skup się, oddychaj i rób zdjęcia. To kontemplacyjne doświadczenie, którego wszyscy fotografowie powinni mieć szansę doświadczyć. Ale jest haczyk.

Dla mnie cena M10-R ma wpływ na jego wydajność. Kiedy strzelam z tego, jestem znacznie bardziej ostrożny i konserwatywny. Nie ryzykuję, mając na szyi sprzęt fotograficzny wart 12 000 dolarów – tyle kosztuje aparat z obiektywem Leica, który przysłała mi firma. Brak ryzyka czyni mnie gorszym fotografem.

Nigdy nie zabrałbym tej Leiki na wycieczkę, na wycieczkę ani do sfotografowania protestu. Nie jest to rodzaj aparatu, który mógłbym wymienić bez większych kłopotów finansowych, a to oznacza, że ​​częściej nie robiłem świetnych zdjęć, niż pomagał robić świetne zdjęcia.

Duże bariery wejścia

Zwykle jest to ta część recenzji, w której powiedziałbym coś w stylu „To nie jest dla wszystkich” z powodu wysokiej ceny lub tego, że jest to „luksusowy aparat”. Obie te rzeczy są prawdą, ale jest więcej do powiedzenia. To też nie jest aparat na te czasy. W obliczu śmiertelnej pandemii i pogłębiających się kryzysów ekonomicznych tak wysoka cena wydaje się nieracjonalna – a nawet niewrażliwa.

Mam szczęście, że mam teraz pracę, ale mieszkam z dwoma innymi osobami, które nie mają tyle szczęścia. Dochód naszego gospodarstwa domowego spadł o dwie trzecie na początku blokady tej wiosny, a pierwszego dnia każdego miesiąca martwię się, czy uda nam się opłacić czynsz. Nie jestem tu sam. Taka sytuacja ma miejsce w dziesiątkach milionów domów w całych Stanach Zjednoczonych. W każdej branży doszło do masowych zwolnień, zwolnień i zwolnień. To bardzo dziwny czas, aby przejrzeć aparat, który kosztuje ponad rok czesnego na uniwersytecie publicznym.

M10-R to piękne urządzenie. Jest starannie zaprojektowany i zapewnia niesamowite zdjęcia. Po prostu nie mogę tego polecić. Ceny przedmiotów luksusowych są porównywalne z kursem Leiki i to było wszystko, co można było powiedzieć. Ale cena jest częścią produktu i ma krytyczną i moralną wagę. Pod koniec dnia M10-R wydaje się być rodzajem aparatu, który kupujesz do robienia zdjęć z wakacji na swojej posiadłości na Seszelach. To Rolex aparatów.

Cechą charakterystyczną M10-R nie do końca jest porównanie z innymi profesjonalnymi aparatami. Jeśli jesteś na rynku dalmierza cyfrowego, Fujifilm X-Pro 3 jest lepszym aparatem prawie pod każdym względem i to ułamek ceny. Ma dwa gniazda na karty, kręci wideo 4K, ale ma czujnik APS-C. Jeśli potrzebujesz matrycy pełnoklatkowej, Sony A7R-VI to świetny wybór, a mimo to wydasz mniej niż połowę tego, co wydałeś na M10-R.

M10-R jest daleko poza zasięgiem wielu utalentowanych fotografów. Osobiście fotografowałem tylko aparatami Leica, które pożyczyłem lub wypożyczyłem, a pracuję jako fotograf od ponad dekady. Ten aparat, którego cena wynosi 8300 USD, nie jest ekstrawagancko wyceniony, a cena jest wygórowana – aw obliczu świata, w którym żyjemy, wydaje się to celowe.

Zostaw komentarz

Maciek Luboński
Z wykształcenia jestem kucharzem , ale to nie przeszkadza mi pisać dla Was tekstów z wielu ciekawych dziedzin , których sam jestem fanem.Piszę dużo i często nie na tak jak trzeba , ale co z tego skoro tak naprawdę liczy się pasja.

Najlepsze recenzje

Video

gallery

Facebook